MIĘDZY SZKOŁAMI A SPOŁECZEŃSTWEM

Dotyczący cenzurowania konflikt między szkołami a społecznościami ma kilka f następujących przyczyn: 1) szkoły nie chcą uznać prawa społeczności lokalnej do udziału w opracowywaniu listy lektur; 2) niezdolność szkół do określenia, na czym ; prawo to miałoby polegać; 3) niektórzy „cenzorzy” zbyt gorliwie narzucają swój punkt widzenia rodzicom i instytucjom. W jakiejś postaci z cenzurowaniem będziemy mieć do czynienia zaws ze. Jedni na przykład liczą, ile jest w książce fotografii prezydentów demokratycznych i ile republikańskich, podczas gdy drudzy liczą na ilustracjach chłopców i dziewczynki, białych i czarnych. Wciąż musimy strzec się cenzury, a przynajmniej być jej świa­domi, zawsze bowiem cenzura czyha na nas w imię takich lub innych haseł – jak mówi Anne Meek – i zawsze interesują ją jakieś „-izmy”. Każda grupa czy stowa­rzyszenie, które domaga się reform lub zmian, pośrednio uprawia cenzurę: wskazu­je, co powinno być w programach, a co nie.

W PUŁAPCE PODRĘCZNIKÓW

W różnych miejscowościach na liście takich książek znalazł;/ się Pani Bovary, Grona gniewu, Marty Poppins, Buszujący w zbożu, a na­wet dzieła klasyczne, jak Hamlet i Huckleberry Finn. Dobrano się nawet do kla­sycznych dziecięcych rymowanek za wysublimowane przesłanie seksistowskie lub stosunek do nartkotyków i religii.W pułapce znaleźli się wydawcy podręczników i materiałów dydaktycznych, zmuszeni do lawirowania między radami szkolnymi przekazującymi presję rozmai­tych zorganizowanych grup a bibliotekarzami, nauczycielami i pracownikami szkol­nej administracji, którzy też bojąsię narazić na gniew obywateli. Z jednej strony pew­ni rodzice i obywatele żądają usunięcia z oczu uczniów fragmentów wymierzonych w tradycyjne wartości amerykańskie lub lokalne, z drugiej – obrońcy swobód intelek­tualnych i większość członków stowarzyszeń pedagogicznych i nauczycielskich uważają, że szkoły i biblioteki to forum, na którym uczniowie mogą swobodnie dyskuto­wać i rozpatrywać idee.

 

NIEMAL KAŻDA KSIĄŻKA

Od niedawna cenzurę ukrytą zastąpiono jawną. Uznane podręczniki i tytuły wy­pełniające półki bibliotek szkolnych stały się celem zabiegów cenzorskich ze strony rodziców, społeczności lokalnych i zorganizowanych grup nacisku. Zabiegi te doty­czyły sześciu spraw: świętości rodziny, systemu wolnego rynku i wolnej konkurencji, anmtyamerykanizmu lub lekceważenia tradycyjnych wartości amerykańskich, obsce­nicznego języka, przesądów rasowych i dyskryminacji, kreacjonizmu i ewolucji.Niemal każda książka o wyrazistym przesłaniu politycznym lub ekonomicznym, zawierająca sceny erotyczne, naruszająca wrażliwość etniczną i rasową frywolna, pisana choćby w części slangiem lub niepoprawną angielszczyzną może stać się przedmiotem zabiegów cenzorskich z powodu podważania wartości rodzinnych, re­ligijnych i amerykańskich.

WYDAWCY PODRĘCZNIKÓW

Obecnie wydawcy podręczników narzucają sobie autocenzurę, żeby nikogo nie drażnić, a zwłaszcza najbardziej głośnych grup mniejszościowych i grup spoza głównego nurtu kulturowego. Uprawiają więc politykę niepodejmowania ryzyka. Podręczniki nikogo nie wykluczają. Są nudne, schematyczne i intelektualnie niepo­radne. Narzucają kierunek programom, stabilizują sytuację i w efekcie są czynni­kiem oporu wobec zmian. Autorzy programów i podręczników muszą zachować „polityczną poprawność” i nie pominąć żadnej kultury przyszłych użytkowników. Niektórzy ulegają gwałtownej retoryce i demonstrują pogardę dla kultury dominują­cej i wszystkiego niemal, co ma europejskie korzenie i kojarzy się z białą rasą, a „wspólną kulturę” odrzucają, gdyż ich zdaniem jest koniem trojańskim seksizmu, rasizmu i wyzysku.

PROGRAM OCENZUROWANY

Podręczniki odzwierciedlały purytańską moralność, etykę pracy, indywidualizm, kult osiągnięć, patriotyzm i opowiadały o amerykańskim tyglu, w którym kultury przywiezione przez emigrantów stapiały się w jedną, amerykańską. W połowie XX wieku w szkolnych przedmiotach humanistycznych i społecz­nych nie było mowy o biedzie, emigrantach, mniejszościach, problemie kobiecym i związkach zawodowych. Pomijano nawet prezydentów z partii demokratycznej. W dosłownym sensie programy nie podlegały cenzurze. Po prostu ich twórcy włą­czali do nich to, co wydawało im się stosowne. Czytanki i podręczniki przedstawia­ły wyidealizowane społeczeństwo amerykańskie, oparte na tradycyjnych i patrio­tycznych wartościach wspólnych ogromnej większości obywateli. Informacje uznane za zbyt drażniące lub kontrowersyjne po prostu usuwano. Taki program słu­żył interesom grup dominujących.